Blog o podróżowaniu i innych fajnych rzeczach:)
Le Marin

Le Marin

Ruszamy bez pośpiechu przy nadciągającym deszczu. Po drodze postój w zatoce przy Anse d’Arlet i ostatnia kąpiel. Dalej już tylko na silniku, prosto pod silny wiatr i dużą falę. Spóźniamy się minimalnie i stacja benzynowa w Le Marin jest zamknięta. Wychodzi nam to na dobre bo paliwo mamy za free jako rekompensatę za stracony dzień na początku rejsu – jesteśmy do przodu około 200 EUR. Nie spaliliśmy dużo bo prawie nie pływaliśmy na silniku. Często za to włączaliśmy generator aby podładować akumulatory, a także zasilać water maker. Jedyna dostępna woda z kranu to dzień startu. Raz jeszcze kupiliśmy wodę z pływającej pralnio/cysterny (drogo). A tak to odsalarka – rzecz tutaj niezbędna.
Wchodzenie i wychodzenie z Le Marin jest ciekawe – telefon do czarterowni i za moment jest ekipa w pontonie, przejmuje jacht i na pełnej prędkości wpływa i cumuje do kei. To chyba sposób na minimalizowanie strat i ryzyka. W ten oto sposób przez całe dwa tygodnie ani razu nie wchodziliśmy ani nie wychodziliśmy z mariny. Jedyna marina na naszej trasie to właśnie Le Marin, a tu mieliśmy obsługę! Wszystkie pozostałe postoje to boja lub kotwica.