Blog o podróżowaniu i innych fajnych rzeczach:)
Canouan

Canouan

Znów niezbyt długa trasa na Canouan. Cumujemy do boi naprzeciw jakiegoś hotelu wyglądającego na drogi, z szeroką plażą, leżakami i prawie zupełnym brakiem gości. Wszędzie gdzie są boje, są one czyjeś. Tzn. ktoś już wcześniej zauważy zbliżający się jacht i pędem w pontonie albo jakiejś łódeczce przypłynie zaoferować swoje usługi pomocy w cumowaniu. No i skasuje opłatę za stanie na boi – jakieś 50-60xcd. Czasem przypłyną też inne oferty – owoce, ryby, paciorki, woda, itp. Ale tutaj akurat jest spokój. Samo miasteczko ciche i trochę wymarłe bo jest niedziela. Sklep niby miał się otworzyć później, ale się nie otworzył. W sklepikach przy porcie owoce w cenach zaporowych. Niby to dlatego że nic nie jest uprawiane tu lokalnie, tylko jest przywiezione z Saint Vincent. W oddali słychać głośną muzykę. Podążamy za dźwiękiem i znajdujemy jakąś kościelną imprezę. Jest DJ, głośna karaibska muza, piwo, jakieś jedzenie!