Blog o podróżowaniu i innych fajnych rzeczach:)
Saint Lucia – Rodney Bay

Saint Lucia – Rodney Bay

Od rana – problemy… W nocy kilka razy włączył się alarm niskiego poziomu naładowania akumulatora domestic (czyli zasilającego kabiny, lodówki, itp.) i musiał być doładowywany generatorem. Nasz kapitan zauważył problem już podczas odbierania jachtu (szacun) ale nie wyglądało to tak źle. Na drugim katamaranie – jeden z silników przestał odpalać… Czarterownia uporała się z obydwoma usterkami wymieniając odpowiednio: akumulator i rozrusznik. Dobrze, że nie odpłynęliśmy jeszcze daleko. Pozostała niepewność co będzie następne ale szczęśliwie więcej poważnych usterek nie było (no, nie licząc awarii jednej z toalet…).
Gdy tylko wszystko jest gotowe – ruszamy w drogę na Saint Lucię. Przyzwoicie wieje i do Rodney Bay docieramy o zmierzchu. Nie zdążymy już się odprawić aby móc legalnie zejść na ląd. Wywieszamy tylko żółtą flagę i zostajemy na pokładzie. A na lądzie – impreza do późnej nocy, wzmacniacze na cały regulator i głośniki chyba odwrócone w morze, czyli… do nas (mnie tam nie przeszkadzało).