Dzień (a właściwie dwa dni) powrotu. Oddawanie jachtu (nic nie zepsuliśmy), pakowanie, transfer na lotnisko, lot do Paryża, zmiana lotniska, długie czekanie i w końcu lot do PL. Czas na podsumowania:
Żeglarsko rejs był bardzo udany. Cały czas silny lub bardzo silny wiatr – przez pierwszy tydzień lewy, a przez drugi tydzień prawy hals. Zero halsowania. Zero silnika (poza wchodzeniem i wychodzeniem z zatok oczywiście). Fala dość duża. Pogoda idealna. Ciepło, okazjonalnie lekki deszczyk w niczym nie przeszkadzający (najczęściej w nocy). Katamaran luksusowy (jak dla kogoś kto nigdy jeszcze katamaranem nie pływał). Dużo miejsca w kokpicie, dużo miejsca w mesie, przestronne kabiny, każda z własną toaletą i prysznicem. Klimatyzacja (której nie używaliśmy), prąd bez ograniczeń (generator), Internet bez ograniczeń (mieliśmy starlinka, ale to już nie wyposażenie jachtu). Jedynie wodę trzeba było oszczędzać bo zbiornik mały (tylko ~200l) a odsalarka uzupełniała go baaardzo powoli.
Podróżniczo – była to okazja zobaczenia miejsc gdzie inaczej pewnie wcale bym nie dotarł. Pozostaje niedosyt – dokładniejszego zeksplorowania odwiedzanych wysp i podziwiania pięknej przyrody, bliższego poznania ludzi i tego jakimi są na co dzień a nie tylko przy obsłudze bogatych przybyszów. Na to potrzeba czasu i wolności jakiej nie daje rejs.
Co dalej – podobno pierwszy rejs z Martyniki wszyscy robią na południe, w dzikie rejony, tam gdzie tylko piraci z Karaibów! A kolejny na północ – Dominika, Gwadelupa. I nie powiem, coraz bardziej mi się ten pomysł zaczyna podobać 🙂