O świcie (czyli koło godziny 6-tej) ruszamy dalej na południe do Soufriere. Tu sprawnie udaje się załatwić odprawę wjazdową i wyjazdową (bo jutro znów zmieniamy kraj na Saint Vincent i Grenadyny) i można płynąć na ląd. Eksplorujemy niewielkie miasteczko. Fajne, lokaleskie, niektórzy mówią że wygląda niezbyt bezpiecznie. W sumie nic tu nie ma. Idziemy do ogrodu botanicznego. Zadbany, fajne rośliny, całkowicie wyludniony. Pieniędzy nie zdążyliśmy zmienić bo jedyny bank jest wcześnie zamykany. Wybieramy tylko trochę dolarów karaibskich z bankomatu korzystając z Revoluta (bez ekstra prowizji).
Dolary karaibskie (właściwie wschodniokaraibskie) XCD, o stałym kursie 2.7 : 1 do USD, nazywane tu potocznie E.C. (czyt. i si, od east caribbean) albo po prostu dolarami, będą naszą główna walutą przez resztę rejsu. Gdy ktoś podaje cenę w dolarach to chodzi właśnie o E.C. Myślę, że celowo mówią dollars aby część turystów się nabrała i zapłaciła w USD. Należy zawsze wyciągnąć lokalne dolary, a gdyby miało się okazać że faktycznie chodziło o amerykańskie to już ktoś zwróci na to uwagę. Ale zazwyczaj tam gdzie USD są spodziewane jest to podane tak aby nie było wątpliwości.